Mazurek Dąbrowskiego — dawniej i dziś

Literatura, Oświecenie, Romantyzm   

Początek maja to czas świąt narodowych: 2 maja przypada Dzień Flagi RP, a dzień później — rocznica uchwalenia Konstytucji 3 maja. To chyba dobry czas, by przyjrzeć się naszemu hymnowi narodowemu: przypomnieć okoliczności jego powstania, zastanowić się nad sensem poszczególnych strof, porównać, czym znana nam dziś wersja różni się od tekstu oryginału, oraz wskazać przyczyny, dla których zmieniono brzmienie utworu.

Pieśń zwana dziś Mazurkiem Dąbrowskiego została napisana przez Józefa Wybickiego między 16 a 19 lipca 1797 roku we włoskim miasteczku Reggio dell`Emilia. Pierwotnie nosiła tytuł Pieśń Legionów Polskich we Włoszech. Po raz pierwszy wykonano ją publicznie 20 lipca 1797 roku z okazji wymarszu z miasta oddziału Legionów Polskich pod wodzą Jana Henryka Dąbrowskiego. Utwór niemal od razu zdobył popularność wśród żołnierzy, doskonale bowiem odzwierciedlał ich nastroje, ducha bojowego oraz przepowiadał realizację celów, jakie mieli nadzieję osiągnąć, walcząc u boku Napoleona.

Pieśń w niedługim czasie dotarła do kraju. Śpiewali ją Polacy w czasie kolejnych zrywów niepodległościowych, manifestacji patriotycznych, zsyłek i na emigracji. Powstała też trudna do określenia liczba parafraz lub utworów inspirowanych Mazurkiem…, nie tylko polskich (utworom tym poświęcam osobny artykuł: Z dziejów recepcji Mazurka Dąbrowskiego — wieki XVIII i XIX. Pieśń legionów…stała się nie tylko symbolem narodowym, lecz również tematem innych dzieł sztuki. Muzyczny motyw Mazurka Dąbrowskiego wykorzystał np. Richard Wagner (jak na ironię: ulubiony kompozytor Hitlera…) w uwerturze Polonia, skomponowanej po upadku powstania listopadowego. O tym, że pieśń już w I połowie XIX w. zajmowała wyjątkową pozycję w świadomości Polaków, świadczą np. fragmenty dzieł Mickiewicza: okrzyk Janczewskiego („Jeszcze Polska nie zginęła”) w III cz. Dziadów lub scenki z Pana Tadeusza — pierwszą czynnością głównego bohatera po powrocie do rodzinnego domu jest pociągnięcie za sznurek w celu usłyszenia wygrywającego tę melodię kurantu zegara; zgromadzona w karczmie Jankiela szlachta, wpadłszy w patriotyczne uniesienie, śpiewa „Dąbrowskiego”; pod koniec utworu motyw tej pieśni powraca w czasie koncertu Jankiela. Echa przyszłego hymnu znajdziemy również w wielu innych utworach z okresu zaborów, chociażby w tytule i zakończeniu napisanego po wybuchu I wojny światowej słynnego wiersza Edwarda Słońskiego Ta, co nie zginęła.

Znaczenie utworu zostało w pełni docenione 26 lutego 1927 roku, kiedy to pieśni nadano rangę oficjalnego hymnu państwowego Rzeczypospolitej Polskiej. Doniosłość podjętego wyboru zrozumiemy dopiero wtedy, gdy uświadomimy sobie, że wśród pieśni, które z racji swej popularności i znaczenia dla Polaków mogły pretendować do tego miana, znalazły się Boże, coś Polskę, Pierwsza brygada, Warszawianka i Rota.

Utwór hymnem narodowym jest do dziś, chociaż niedługo po wojnie władze komunistyczne zaproponowały napisanie nowego hymnu Władysławowi Broniewskiemu, który odmówił, mając przy tym — jak przynajmniej twierdzą niektórzy — stwierdzić, iż być może jest komunistą, ale nie świnią. Ostatecznie los Mazurka Dąbrowskiego uratował podobno… Stalin, któremu spodobała się melodia pieśni.

Przyjrzyjmy się teraz bliżej samemu utworowi — w jego oryginalnej i dzisiejszej wersji.

Strofa I

Tekst oryginalny Tekst współczesny
Jeszcze Polska nie umarła,
kiedy my żyjemy.
Co nam obca moc wydarła,
szablą odbijemy.
Jeszcze Polska nie zginęła,
Kiedy my żyjemy.
Co nam obca przemoc wzięła,
Szablą odbierzemy.

Treść pierwszej strofy odnosi się do sytuacji historycznej w chwili powstania pieśni. Od podpisania aktu sankcjonującego III rozbiór Polski i abdykacji króla Stanisława Augusta Poniatowskiego minęły dwa lata. Terytorium kraju zostało w całości rozdzielone pomiędzy trzy mocarstwa ościenne. Naród polski pozbawiony był swojego terytorium oraz władzy.

Wybicki podejmuje polemikę z tymi, którzy fakt utraty niepodległości nazywali śmiercią ojczyzny. Daje do zrozumienia, że Polska jednak nie umarła, żyje bowiem w sercach Polaków. A skoro więc żyją ludzie czujący się Polakami, istnieje również Polska. Bo Polska to coś więcej niż terytorium, to przede wszystkim „my”, czyli naród, ludzie uznający ją za swą ojczyznę. Strofa wyraża również nadzieję na zbrojne odzyskanie niepodległości, bo przecież taki był nadrzędny cel żołnierzy walczących w legionach.

W stosunku do wersji pierwotnej w tekście tej strofy dokonano kilku zmian. Przede wszystkim wyraz „umarła” został zastąpiony słowem „zginęła”. To znacząca różnica, gdyż umieranie jest procesem naturalnym, mogącym przebiegać bez wyraźnych przyczyn zewnętrznych, a zginąć można tylko i wyłącznie w wyniku obrażeń powstałych wskutek napaści, walki lub wypadku. Słowo „umarła” mogło sugerować, że mowa tu o wewnętrznych przyczynach prowadzących Rzeczpospolitą do upadku (organizm umiera sam z siebie), dlatego zdecydowano się użyć słowa wyraźnie wskazującego, że upadek Polski nastąpił z przyczyn zewnętrznych — w wyniku ulegnięcia wspomnianej w tej samej strofie przemocy.

Słowa „moc wydarła” zastąpiono frazą „przemoc wzięła”. Czy to fortunna zmiana? I tak, i nie. Słowo „wzięła” ma dużo słabsze znaczenie niż „wydarła” — to drugie lepiej oddaje istotę zagrabienia terytorium Polski. Z drugiej jednak strony wyraz „przemoc” (zdecydowanie negatywnie się kojarzący) jest dużo bardziej odpowiedni do opisania okoliczności utraty przez Polskę bytu państwowego niż „moc” (która może być dobra lub zła). Można więc powiedzieć, że zmiany się równoważą. Po co w takim razie ich dokonywano? Z prostej przyczyny: w momencie, gdy w pierwszym wersie słowo „umarła” zostało zastąpione przez „zginęła”, nastąpiło naruszenie pary rymowej. Musiano więc znaleźć najbliższe znaczeniowo wyrazowi „wydarła” słowo rymujące się ze „zginęła”.

Kolejną zmianą jest zastąpienie słowa „odbijemy” wyrazem „odbierzemy”. To poniekąd konsekwencja wyżej omówionej modyfikacji. Wyraz „odbijać” dobrze harmonizuje z wyrazem „wydrzeć”, obydwa bowiem słowa wskazują na element przemocy, agresji. Jeżeli ktoś nam coś wydziera, czyli odbiera przy użyciu siły, reagujemy adekwatnie i to odbijamy, czyli odbieramy w identyczny sposób. Jednak słowo „wziąć” jest dosyć neutralne, nie sugeruje, że „wzięcie” nastąpiło w wyniku użycia siły, toteż bardziej do niego pasuje łagodniejszy wyraz „odebrać”. Różnica jest naprawdę subtelna i tak naprawdę ujawnia się nie tyle na poziomie znaczeń, co konotacji (dodatkowych skojarzeń o charakterze emocjonalnym lub wartościującym związanych w świadomości użytkowników z danym wyrazem).

Należy zwrócić uwagę na jeden dość często popełniany błąd, polegający na zastępowaniu słowa „kiedy” wyrazem „póki”. Fraza „póki my żyjemy” znaczyłaby, że trwanie Polski jest ograniczone w czasie — tymczasowość jest wpisana w definicję wyrazu „póki”. Słowo „kiedy” wolne jest od takiego obciążenia semantycznego, tym bardziej że w tym kontekście powinno być rozumiane nie jako „w czasie gdy”, lecz „skoro”, „ponieważ”, więc sens pierwszych dwóch wersów należałoby oddać w ten sposób: skoro (ponieważ) my (Polacy) żyjemy, żyje również Polska. Mówiąc jeszcze inaczej: stwierdzenie to nie nakłada na istnienie naszego kraju restrykcji czasowej, lecz ma charakter dowodowy: istnienie Polaków jest świadectwem, że „Polska nie umarła”. Z uwagi na częstotliwość popełniania ww. błędu podejrzewam, że mało kto spośród naszych rodaków właściwie rozumie przesłanie pierwszej strofy narodowego hymnu.

Refren

Tekst oryginalny Tekst współczesny
Marsz, marsz, Dąbrowski,
Do Polski z ziemi włoskiej,
Za Twoim przewodem
Złączem się z narodem.
Marsz, marsz Dąbrowski,
Z ziemi włoskiej do Polski.
Za twoim przewodem
Złączym się z narodem.

Adresatem refrenu jest dowódca Legionów Jan Henryk Dąbrowski. Słowo „marsz” ma charakter wezwania. Dąbrowski ma przewodzić żołnierzom w marszu (słowo mocno związane ze sferą militarną) z Włoch do Polski, gdzie razem z rodakami, którzy pozostali w kraju, wyzwolą ojczyznę.

Poczynione tu zmiany nie są tak duże jak w pierwszej zwrotce. Przede wszystkim dotyczą zamiany kolejności członów w drugim wersie, poczynionej ze względu na konieczność utrzymania rymu. Należy w tym miejscu zaznaczyć, że pierwotnie rym w tym miejscu występował. Bez wątpienia jeszcze długo po śmierci Wybickiego końcówkę -ej niemal powszechnie realizowano w wymowie jako -i lub -y (co ma swoje historycznojęzykowe uzasadnienie), toteż wyraz „włoskiej” wymawiano jako… „włoski”. Bez wątpienia czynił tak również Wybicki, o czym świadczy forma zapisu w oryginalnym rękopisie: „włoski”. Jednak w wieku XX ta stara wymowa była już postrzegana jako błąd, toteż pierwsze dwa wersy przestały się rymować. Zmieniono więc kolejność członów w drugim z nich. Przy okazji tekst stał się bardziej logiczny: naturalny szyk zdania nakazuje mówić, że idzie się skądś dokądś, a nie dokądś skądś. W tym drugim przypadku wyraźnie czujemy inwersję, czyli zaburzenie naturalnego szyku zdania poprzez zmianę kolejności wyrazów. Powiemy raczej: „z Torunia do Warszawy”, a nie „do Warszawy z Torunia”. Główny powód zmiany jednak leżał nie w sferze składni, lecz fonetyki.

Strofa II (wg oryginału; obecnie III)

Tekst oryginalny Tekst współczesny
Jak Czarnecki do Poznania
wracał się przez morze
dla ojczyzny ratowania
po szwedzkim rozbiorze.
Jak Czarniecki do Poznania
Po szwedzkim zaborze,
Dla ojczyzny ratowania
Wrócim się przez morze.

Zacznijmy od tego, że strofa w oryginalnym brzmieniu pozbawiona była sensu. Jej początek wyraźnie sugeruje, że będzie miała charakter porównania. Tak się jednak nie dzieje, ponieważ czyn Czarnieckiego nie zostaje zestawiony z żadnym innym elementem. Przez tę niekonsekwencję naruszona została logiczna i składniowa struktura zdania tworzącego ten fragment. Kluczowa okazała się zmiana formy czasownika. Wyraz „wracał” odnosił się do Czarnieckiego. Po zmianie na „wrócim” udało się uzyskać drugi człon porównania („my”), przez co uratowano koncepcję strofy. Zamiana ta pociągnęła jednak za sobą chaos i przemieszanie treści. Tu sytuację uratował zabieg polegający na zamienieniu miejscami drugiego i czwartego wersu. Dzięki temu udało się logicznie uporządkować strofę, gdyż w pierwszym i drugim wersie znalazły się słowa odnoszone do Czarnieckiego, natomiast w dwu kolejnych — do zbiorowego podmiotu lirycznego.

To jednak nie rozwiązało problemu, gdyż w pierwotnej wersji mowa jest o „wracaniu się przez morze” Czarnieckiego. W podręcznikach szkolnych aż roi się od nieudolnych prób tłumaczenia tych słów, wszystkie jednak opierają się na pewnym naginaniu faktów. Trzeba powiedzieć uczciwie, że wbrew narosłej wokół tej strofy mitologii Czarniecki, chociaż miał w karierze również „morskie” epizody, nie wracał do ojczyzny drogą morską! Nie wiem, co na temat tej postaci wiedział Wybicki. Być może oparł się na błędnych przekazach lub po prostu nieudolnie wyraził swą myśl. Zmiana wprowadzona do tekstu przywraca całej strofie logikę, również faktograficzną. Jeśli uznamy, że forma „wracał” jest błędna, i zastąpimy ją formą „wrócim”, najprawdopodobniej przywrócimy strofie zamierzony sens. Otóż według pierwotnych planów legioniści nie mieli zostać przerzuceni do kraju przez Europę Zachodnią, lecz od południa, co wiązało się z koniecznością przeprawienia się przez morze, a konkretnie Adriatyk! Jest to chyba jedyna sensowna, a przy tym zgodna z realiami historycznymi interpretacja tej strofy.

Kolejna zmiana jawi się w zestawieniu z powyższymi jako drobniutki zabieg. Poprawiono mianowicie błąd polegający na użyciu niewłaściwego wyrazu. Pierwotnie użyty „rozbiór” oznacza podzielenie terytorium kraju pomiędzy kilka państw. Szwedzi jednak, jako że działali sami, nie dokonali rozbioru, lecz „zaboru” (zajęcia) znacznego obszaru Polski.

Zauważyć można, że część osób zamiast „wrócim” śpiewa „rzucim”. Dlaczego? O to chyba trzeba zapytać ich samych, ponieważ słowo to nie występuje ani w pierwotnej, ani we współczesnej odmianie tekstu.

Strofa III (wg oryginału; obecnie II)

Tekst oryginalny Tekst współczesny
Przejdziem Wisłę przejdziem Wartę
będziem Polakami
dał nam przykład Bonaparte
jak zwyciężać mamy.
Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę,
Będziem Polakami.
Dał nam przykład Bonaparte,
Jak zwyciężać mamy.

Przejście wymienionych w tekście rzek oznacza po prostu znalezienie się na terytorium Polski. W strofie tej wyrażona jest wiara w zwycięstwo na wzór tych, jakie odnosił uznawany wówczas za wielkiego i niezwyciężonego wodza Napoleon Bonaparte, pod którego rozkazami służyli legioniści. Tej strofy na szczęście nie musiano modyfikować.

Zastanawiające jest, że jako pierwsza zostaje wymieniona tutaj Wisła, skoro bardziej położona na zachód jest Warta i ona powinna zostać przekroczona jako pierwsza. Otóż nie ma tu żadnej nieścisłości. Pamiętajmy o tym, co zasygnalizowałem powyżej, czyli że pierwotnie szlak legionów miał prowadzić przez Adriatyk, a następnie drogą lądową na północ, a jeśli tak, to musimy uznać, że legioniści przekroczyliby obie rzeki właśnie w tej kolejności, w jakiej wymienia je Wybicki.

Strofa IV

Tekst oryginalny Tekst współczesny
Niemiec, Moskal nie osiędzie,
gdy jąwszy pałasza,
hasłem wszystkich zgoda będzie
i ojczyzna nasza.

Treść strofy wyraża wiarę w siłę polskiego oręża, któremu nie będzie się w stanie oprzeć żaden zaborca. Warunek jest jeden: zakończenie wewnętrznych sporów między rodakami i zjednoczenie wszystkich obywateli w walce o wolność kraju.

Tej strofy nie znajdziemy w aktualnej wersji hymnu. Tego typu treści, wymierzone przeciwko przedstawicielom konkretnych nacji, są dobre w okresie wojny, niewoli, ale nie w czasie pokoju. Hymn to oficjalna pieśń państwowa. A jeżeli coś ma charakter państwowy i oficjalny, powinno być wyrażone dyplomatycznie. W czasach pokoju można nie dowierzać sąsiadom, lecz nie należy ostentacyjnie wywijać w ich kierunku szabelką. Jednoczenie się przeciwko wrogowi to rzeczywistość czasów wojny, jednak gdy panuje pokój, obywatele powinni się jednoczyć w imię czegoś, a nie przeciw czemuś. Te przesłanki zapewne zdecydowały o zrezygnowaniu z tej strofy w oficjalnie ogłoszonym tekście hymnu.

Pomijam już fakt, że strofa jest wyjątkowo nieudana. Autor popełnił w niej fundamentalny błąd składniowy, gdyż ze struktury zdania wynika, jakoby „jąć pałasza” miały ojczyzna (co jeszcze można zrozumieć) i… zgoda. Poza tym użycie imiesłowu uprzedniego „jąwszy” jest tu chyba błędne również z innego powodu: tak wyrażone następstwo czasowe sugeruje, że naród najpierw chwyci za broń, a potem się zjednoczy. Autorowi zapewne chodziło o to, że zjednoczony naród podejmie walkę z zaborcami, lecz nie umiał tego wyrazić i popełnił błąd składniowy, który zniweczył logikę całego fragmentu. Wydaje się, że nawet gdyby nie zastrzeżenia co do wymowy tej strofy i tak musiano by z niej zrezygnować. Jest ona tak słaba i błędnie skonstruowana, że chyba w żaden sposób nie udałoby się jej uratować.

Dla ścisłości dodać trzeba, że strofa ta dosyć szybko poszła w zapomnienie i stało się to nieprzypadkowo. Otóż zawarte w niej akcenty antyniemieckie sprzeczne były z doraźnymi planami politycznymi Napoleona, który właśnie wśród państewek niemieckich szukał również sojuszników przeciw Rosji. W tej sytuacji polskie resentymenty musiały ustąpić pierwszeństwa Napoleońskiej racji stanu. Poza tym Polacy chyba musieli mieć przynajmniej częściową świadomość, iż utożsamianie Prusów z Niemcami jest krzywdzące dla tych drugich, ponieważ część państewek niemieckich była niechętnie nastawiona do polityki Prus, która po prostu zagrażała im w ten sam sposób, w jaki zagroziła Polsce.

Strofa V

Tekst oryginalny Tekst współczesny
Już tam ojciec do swej Basi
mówi zapłakany:
„słuchaj jeno, pono nasi
biją w tarabany.”
Już tam ojciec do swej Basi
Mówi zapłakany —
Słuchaj jeno, pono nasi
Biją w tarabany.

To chyba najciekawsza strofa w całym utworze. Bicie w tarabany (rodzaj bębnów wojskowych) to wezwanie do walki. Ten dźwięk, jak często widzimy na filmach historycznych, towarzyszy żołnierzom maszerującym w kierunku linii wroga. Znamienne, że w tym utworze płacze nie, jak to zwykle się przedstawia, córka żegnająca ojca, lecz sam ojciec. Wydaje się, że mamy tu do czynienia z celowym odwróceniem ról. Obraz płaczącej córki nadałby temu fragmentowi niepokojący charakter. Bo jaka byłaby przyczyna płaczu Basi? Zapewne niepokój, że ojcu może na wojnie stać się coś złego. Zbyt smutny to motyw i niepasujący do emanującej optymizmem i zapałem pieśni. Dlaczego jednak autor każe płakać ojcu? Dlatego, że ten płacz jest wyrazem najwyższej nadziei — oto bowiem nadchodzi długo wyczekiwana chwila, naród chwyta za broń, by zrzucić znienawidzone jarzmo niewoli. Ojciec płacze, bo oto iszczą się jego najszczytniejsze patriotyczne marzenia o wyswobodzeniu ojczyzny. Płacz ojca nie jest płaczem obawy, lęku, strachu, a wręcz przeciwnie — jest wyrazem wzruszenia i radości człowieka, którego marzenia i nadzieje nabierają realnego kształtu. Ojciec jeszcze nie jest pewny, czy ta chwila naprawdę nadchodzi, gdyż używa słowa „pono” (podobno), ale nawet cień nadziei powoduje w nim niedające się stłumić emocje, będące wyrazem żarliwego patriotyzmu.

Nie jest jednak wykluczone, że autor chciał jednak w tej strofie przedstawić zapłakaną Basię. Jak wcześniej wspomniałem, dość powszechne było w czasach Wybickiego (i jeszcze sporo późniejszych) fonetyczne realizowanie końcówki -ej jako -i lub -y, co przekładało się również na sposób zapisu. Dlatego można przyjąć tezę, że wedle zamysłu autora sporna fraza winna brzmieć „całej zapłakanej”. Wykluczyć tego się nie da, bo traf chciał, że nawet analiza rękopisu utworu niczego nie wyjaśnia: Wybicki wprawdzie napisał „cały zapłakany”, ale skoro w refrenie pieśni wyraz „włoskiej” zapisał jako „włoski”, to w tym miejscu mógł postąpić podobnie — zapisać tak, jak mówił i słyszał, bo jest niemal pewne, że formy „całej zapłakanej” i „cały zapłakany” brzmiały w jego wymowie prawie, jeśli nie zupełnie, identycznie. Pozostaje więc nam pozostać ze świadomością, że mamy w naszym hymnie zagadkę, której zapewne ostatecznie nie rozwiąże nikt…

Strofa VI

Tekst oryginalny Tekst współczesny
Na to wszystkich jedne głosy:
„Dosyć tej niewoli
mamy Racławickie Kosy,
Kościuszkę, Bóg pozwoli.”

Kolejna strofa, która nie weszła do kanonu naszego obecnego hymnu. Autor nawiązuje w niej do historii najnowszej (oczywiście z jego perspektywy) — powstania kościuszkowskiego (w którym udział brał sam Wybicki) i jego najsławniejszej bitwy, czyli zwycięstwa kosynierów nad armią rosyjską odniesionego pod Racławicami. To historyczne wydarzenie, jak i całe powstanie (chociaż przegrane) dość szybko stało narodowym mitem, do którego odwoływali się uczestnicy narodowych zrywów. Nie inaczej jest u Wybickiego: „jedne głosy” to „zjednoczone głosy” — tych, którzy przybywają z odsieczą krajowi, jak i tych, którzy pozostali w ojczyźnie i czekają na sygnał do podjęcia walki, pójścia w ślady Kościuszki. Utwór kończy się więc zapowiedzią ogólnonarodowego powstania.

Jak wspomniałem, zwrotka nie znalazła uznania w oczach potomnych. Prawdopodobnie dlatego, że w ostatnim wersie następuje zaburzenie struktury rytmicznej — nadmiar jednej sylaby, powodujący zauważalną zmianę linii melodycznej.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego strofa ta została dosyć szybko zapomniana. W czasie, gdy pieśń powstawała, żywa była wiara, iż Kościuszko przyłączy się do legionów. Tak się jednak nie stało. Legioniści nie wiedzieli o jednym: ceną, jaką zapłacił Kościuszko za zwolnienie z carskiej niewoli, było złożenie przysięgi, że nigdy więcej nie wystąpi przeciwko interesom Rosji. Dlatego przywódca insurekcji trzymał się od legionów z daleka i nie miał najmniejszego zamiaru ich wspierać. Poza tym — nie wiadomo tylko, na ile szczerze, na ile dla usprawiedliwienia swej postawy — Kościuszko niejednokrotnie podkreślał swój sceptyczny stosunek do polityki Napoleona i sensowności wiązania z nią nadziei przez Polaków. Nic więc dziwnego, że naczelnik jako ten, który zawiódł pokładane w nim nadzieje, zniknął z legionowej pieśni.

Mazurek Dąbrowskiego nie jest może literackim majstersztykiem, ale sam autor nigdy nie pretendował do miana wybitnego poety. Jego żywiołem była przede wszystkim polityka, pełnienie funkcji publicznych, a pisaniem zajmował się okazjonalnie. Nie miał ambicji stworzyć hymnu. Gdyby mu ktoś przepowiedział, jaką karierę zrobi jego dzieło, zapewne potraktowałby to jak nieudolnie wyolbrzymione pochlebstwo. Jednak nie w poziomie artystycznym (zresztą, czy w ogóle możemy mówić o czymś takim w przypadku wiersza napisanego ułomną polszczyzną?) tkwi siła utworu, lecz w tym, co wyraża. Bo wielkość poezji poznaje się nie tylko po słowach, ale również po jej recepcji. A próbie czasu i ludzkiej niepamięci może się oprzeć jedynie „poezja żywa”, która nie musi być piękna, ale ma trafiać do czytelnika — nawet po ponad dwóch wiekach.


Tekst oryginalny podaję za: http://www.polskiinternet.com/polski/info/horyginalny.html

Tekst aktualnego hymnu narodowego podaję w brzmieniu zapisanym w Ustawie z 31 stycznia 1980 r. o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych (Dz. U. 2005, nr 235, poz. 2000)

Na zdjęciu: pomnik Józefa Wybickiego w Kościerzynie (fot. własna).

28 komentarzy do “Mazurek Dąbrowskiego — dawniej i dziś”

  1. bukmacher stwierdza:

    Ciekawa stronka, napewno bede teraz wpadal tu czesciej, pozdrawiam

  2. paulina stwierdza:

    Bardzo pomogła mi Pańska strona, chociaż różnice pomiędzy oryginałem, a tekstem współczesnym są dla mnie zupełnie bez sensu. Może dlatego, że nie interesuje mnie tak szczegółowa historia.

  3. humanistka:) stwierdza:

    Bardzo interesująca strona. Wg mnie musi pan być świetnym nauczycielem szkoda że nie moim 🙂 Dziękuje za pomoc teraz zdecydowanie widzę te różnice. Pozdrawiam

  4. mrow stwierdza:

    Chciałbym zwrócić uwagę, na to, iż hymn narodowy „Mazurek Dąbrowskiego” dla niektórych ludzi jest bardziej osobisty niż dla tych, którzy wartości patriotycznych nie uznają jako pewien wyznacznik w życiu Polaka. Nie chcę się zaliczać ani do jednych ani do drugich, ale jeśli mam wyrazić swoją opinię to wolałbym widzieć obciążone semantycznie „póki my żyjemy” w zwrotce pieśni.. no bo jak zabraknie tych co będą „walczyć” o kraj to jak możemy powiedzieć, że „kiedy my żyjemy”?? Z całym szacunkiem dla autora hymnu i tego artykułu, grona polonistów i profesorów wpływających na kulturę języka polskiego, ale chciałbym zaznaczyć, że wszystko mam swój koniec, więc kultywowanie (daj Boże) w każdym z nas Polaka-patrioty ma pewien głęboki sens. Każdy z nas, niezależnie od poglądów na historię swojego kraju, w końcu zejdzie z tej ziemi i każdy z tych (którzy w to wierzą) będzie żył wiecznie – i w tym przypadku prawidłowe wydaje się użycie wyrazu „kiedy”. Natomiast w przypadku naszego ziemskiego funkcjonowania, jak dla mnie, słowo „póki” ma mocniejszy oddźwięk w słowach i czynach. Może świadczy to o tym, że coś się kiedyś kończy, ale „póki my żyjemy” to znaczy coś więcej niż „kiedy my żyjemy”, bo to coś, czyli umiłowanie ojczyzny będzie trwać w człowieku do ostatniej kropli krwi, a to właśnie Ci co ją „przelewają” ponoszą największą ofiarę.. w imię narodu i rodaków. Więc ku ich pamięci może to właśnie „póki my żyjemy” byłoby bardziej odpowiednie w użyciu, mimo tego, że akurat „kiedy” ma wartość ponadczasową.

  5. Łukasz Rokicki stwierdza:

    Dziękuję za bardzo wartościowy komentarz. Istotnie, użycie słowa „póki” bardziej przenosiłoby treść pierwszej strofy w sferę indywidualną – osobistych uczuć, własnej przelewanej krwi, jednostkowej egzystencji. Proszę jednak zauważyć, iż w utworze wypowiada się podmiot zbiorowy. A jeśli umrze zbiorowość, umrze Polska. To „oczywista oczywistość”, więc słowo „póki” w tekście również miałoby swój sens. Tyle że w tamtych czasach o takiej ewentualności jak koniec Polski nikt, a już w szczególności walczący o odzyskanie niepodległości, nie chciał słyszeć. Mówiąc, iż wstawianie w miejsce słowa „kiedy” słowa „póki” jest błędem, miałem na myśli to, że jest niegodne z tekstem – zarówno tym obecnym, oficjalnym, jak również pierwotnie stworzonym przez autora. W tym miejscu nawet nie za bardzo chciałbym wdawać się w ocenę, która wersja jest lepsza. Uważam po prostu, że po autorze dzieła literackiego powinno się poprawiać jak najmniej. Skoro więc napisał „kiedy”, to chyba wiedział, dlaczego tak pisze. Chyba, bo jednak Wybicki wirtuozem pióra nie był. Wiem, że tym stwierdzeniem szargam w oczach niektórych naszą narodową świętość, ale mówie tylko i wyłącznie o warstwie artystycznej, która wobec wymowy utworu i szczerości uczuć patriotycznych w nim wyrażonych jest w tym przypadku sprawą absolutnie drugorzędną.

  6. młoda stwierdza:

    świetne.!
    Przyda mi się do napisania zadania domowego z histori.!!
    🙂

  7. FIFI stwierdza:

    Szkoda, że nie uczy pan u nas w szkole.

  8. Jagódka :) stwierdza:

    stronka świetna 😀
    Chciałabym mieć takiego nauczyciela jak Pan…
    …Bardzo mi to pomogło. Dziękuję i POZDRAWIAM 🙂

  9. ruda stwierdza:

    Wielkie dzięki przydało mi się to
    Równy z pana gość;)

  10. karolina stwierdza:

    to mi się na nic nie przydało, mi chodziło o coś innego a nie żeby cały tekst przepisywać i ten przepisany tekst wogóle nie ma sensu 😛

  11. karolina stwierdza:

    bardzo przepraszam pana przepraszam za ten komentarz !!!!!! nie wiedziałam ze to jakiś nauczyciel napisał 🙂

  12. Łukasz Rokicki stwierdza:

    Nie ma za co przepraszać, a i osoba autora też nic tu do rzeczy nie ma. Nie za bardzo rozumiem, dlaczego ten tekst jest dla Pani bez sensu. Prosiłbym w związku z tym o wskazanie uchybień, jeśli jakoweś mi się przydarzyły. Jeśli jednak szukała Pani tekstu do przepisania na wypracowanie, to niestety nie piszę artykułów o takim przeznaczeniu. Od tego są bryki. Tyle że tam często piszą sami uczniowie i niestety, nie zawsze z sensem…

  13. Gryfffonka stwierdza:

    Przydało się!! 😀

  14. Menka stwierdza:

    Bardzo interesujący artykuł .. ; ) I pomocny … ;DD

  15. krystiano226 stwierdza:

    Stronka barzo przydatna.Napewno pan jest swietnym nauczycielem pozdrawiam

  16. dawid6p4 stwierdza:

    są też podobne teksty mazurka (starego)

  17. Łukasz Rokicki stwierdza:

    Na pewno istaniały nieco zmienione redakcje pierwotnego tekstu.
    O pierwszych przeróbkach Mazurka… pisałem w artykule . Zachęcam do lektury.

  18. Anna Jabłońska stwierdza:

    Bardzo pożyteczna i ciekawa strona. Muszę ją sobie zapamiętać.Chciałabym prosić Pana o wyjasnienie pojęcia poetyka iewentualne opisanie jej w Mazurku

  19. Łukasz Rokicki stwierdza:

    Słowo poetyka ma dwa znaczenia. Po pierwsze jest to dziedzina nauki o literaturze, skupiająca się przede wszystkim na technicznej stronie twórczości literackiej, tj. regułach organizacji tekstu literackiego, czyli wszystkim tym, co wiąże się z formalną stroną literatury. Mianem tym określamy też zespół środków formalnych typowy dla np. danego nurtu.

  20. nati12321 stwierdza:

    a można jakieś streszczenie????

  21. Łukasz Rokicki stwierdza:

    Streszczenie? Czego? Mazurka Dąbrowskiego? Przepraszam, ale to po prostu żenujące…

  22. ego28 stwierdza:

    Co do obecnej strofy III (z Czarnieckim) nie zgadzam się z interpretacją, że Wybicki miał na myśli przeprawę Legionów Polskich przez Adriatyk. Faktem jest, że Dąbrowski zaproponował Napoleonowi Bonaparte dokonanie desantu żołnierzy przez Morze Adriatyckie na wybrzeże dalmatyńskie i potem przedarcie się ich przez Austrię do Galicji, ale chyba nie o to Wybickiemu chodziło. Myślę, że miał tu na myśli wyłącznie wydarzenia znane z potopu szwedzkiego 1655–1660. Prawdopodobnie wiedział o bohaterskiej przeprawie wojsk polskich pod dowództwem Czarnieckiego na duńską wyspę Als w grudniu 1658 r. – pomińmy już rozważania, czy Polacy pokonali morską cieśninę wpław (jak twierdzi Pasek), czy łodziami. Być może Wybickiemu były też znane dalsze fakty z życia Czarnieckiego – że w 1659 r. polscy żołnierze zostali odwołani z Danii przez króla Jana Kazimierza i przerzuceni na wschodni teatr działań wojennych (Czarniecki wsławił się w zwycięskiej bitwie pod Połonką, stoczonej z Rosjanami w 1660 r.). Uważam, że autor hymnu po prostu przytoczył te dwa wydarzenia: bohaterską przeprawę przez morze i powrót z Danii, która przecież leży za morzem. Choć wszyscy wiedzą, że Polacy z Danii nie wracali przez morze, tylko droga lądową, to w jakimś sensie metaforycznym – jednak jest w tym trochę prawdy, że „Czarniecki wracał się przez morze”. Pewnie podobnie myślał Wybicki, który pewnie chciał wzbudzić u potomnych dumę. Po to pewnie to przytoczył. Pomieszanie tych dwóch wydarzeń dało efekt w postaci niezrozumiałej strofy.
    Nie zgadzam się też ze stwierdzeniem, że Szwedzi nie dokonali rozbioru Polski. No właśnie dokonali (a raczej próbowali dokonać) i mało kto o tym wie! No bo czym jak nie próbą rozbioru Rzeczypospolitej był układ z Radnot z grudnia 1656 r.? Jego sygnatariusze, król Szwecji Karol X Gustaw i książę Siedmiogrodu Jerzy II Rakoczy, podzielili terytorium naszego państwa między siebie i „przyjaciół”: Szwecja miała otrzymać Kujawy, Prusy Królewskie, Mazowsze, Inflanty Polskie, Kurlandię oraz Żmudź, Brandenburgia – Wielkopolskę, Siedmiogród – południowe województwa RP, Bogusław Radziwiłł – Litwę, Bohdan Chmielnicki – najprawdopodobniej Ukrainę, choć tego jeszcze nie doprecyzowano. Może to wydarzenie miał na myśli Wybicki, pisząc o „szwedzkim rozbiorze”? Tu nie ma jasnej odpowiedzi, stąd pewnie pokrętne tłumaczenia w podręcznikach, o których autor artykułu wspomina. Ale to już osobny temat. Pozdrawiam i gratuluję naprawdę dobrego artykułu. Ta moja polemika z Panem to też trochę po to, żeby choć trochę utrudnić życie tym dzieciakom, które bezmyślnie kopiują wszystko z internetu.

  23. Łukasz Rokicki stwierdza:

    @ Ego28
    Dziękuję za wartościowy merytoryczny komentarz. Nie upieram się przy podanej interpretacji, próbuję jednak znaleźć taką, która znajduje oparcie zarówno w tekście, jak i w faktach, a także wyobrażeniach Wybickiego (nie jesteśmy w stanie stwierdzić, jaka była jego wiedza historyczna. Dlatego wątpliwe stwierdzenia opatruję kwalifikatorami modalnymi typu być może, prawdopodobnie i podobnymi. Cały problem w tym, że Wybicki chyba pisał tekst „na kolanie” i wyszło coś, co wymaga łamania sobie głowy nad tym „co autor miał na myśli”. Inna rzecz, że im więcej możliwych interpretacji, tym ciekawiej się robi.
    Przyznam, że o układzie z Rakoczym nie wiedziałem albo zapomniałem, nie wiemy jednak, czy wiedział o nim Wybicki. Druga rzecz, że rozbiór chyba pozostał w sferze planów. A jeśli tak, to rozbioru nie było. Ale znowu: co wiedział Wybicki i co w związku z tym chciał wyrazić? Nie wiemy, więc również podana przez Pana interpretacja zasługuje na to, by brać ją pod uwagę na równi z moją.

  24. ego28 stwierdza:

    Oczywiście, że tak 🙂 Nie mam monopolu na prawdę. Zwłaszcza w tak wątpliwej sprawie. Jest tak jak Pan gdzieś wspomniał, że prawdę znał tylko Wybicki. My możemy się tylko domyślać. Napisał Pan, że Wybicki napisał ten tekst „na kolanie”. Istotnie, mogło tak być – napisał go bowiem na pożegnanie, gdy polscy legioniści dostali rozkaz opuszczenia Reggio. No i od tego rozpoczęła się wielka kariera tego utworu. Za hymn narodowy została uznana już w czasie powstania listopadowego – nie zmyślam tego; piszę na podstawie Chwalby (A. Chwalba, Historia Polski 1795–1918, Kraków 2001, s. 228). No i potem rok 1927. Nie zmiotły „Mazurka” nawet czasy komunistyczne – choć Bierut zwrócił się z prośbą o napisanie nowego hymnu do Broniewskiego i Hadyny, ci odmówili. Podobno sam Stalin wstawił się wtedy za „Mazurkiem”, bo taka ładna melodia. Ale tu już potwierdzenia w źródłach nie mam… Swoją drogą, przydałby się porządny artykuł o upowszechnieniu „Mazurka” wśród narodów słowiańskich. Słowa i melodię przejęli w XIX w. przecież nasi bracia Słowianie: Serbowie, Słowacy, Chorwaci, Ukraińcy, a nawet Węgrzy walczący o niepodległość. Jeszcze w czasach komuny hymn Jugosławii miał taka samą melodię jak nasz. I jak Polska grała mecz z Jugosławią, to kibice byli zdezorientowani: który hymn grają?

  25. Łukasz Rokicki stwierdza:

    Tak, to wszystko prawda. O Broniewskim i Stalinie wspomniałem zresztą w tym artykule. Polecam też jeszcze jeden, który być może zainteresuje Pana: Z dziejów recepcji Mazurka Dąbrowskiego — wieki XVIII i XIX

  26. Ewela123 stwierdza:

    Dziękuję bardzo za zaspokojenie ciekawości.

  27. Przemek stwierdza:

    A kto dał komuś prawo do zmiany oryginalnego tekstu historia polski była ciężka to i takiego hymnu można się nauczyć dziś za taką zmianę ZAIX miał by sprawę lub autor zmian

  28. Łukasz Rokicki stwierdza:

    @ Przemek
    Na szczęście ZAIKS-u wtedy nie było.
    Przyjętą praktyką edytorską jest, że jeżeli autor popełnił jakiś oczywisty lapsus, to się go poprawia. I tak też jest w wydaniach dzieł Mickiewicza i innych (aczkolwiek zdania badaczy co do zasadności zmian np. w niektórych wierszach naszego wiersza są podzielone). W tekście Wybickiego lapsusów składniowych i logicznych było pełno, bo Wybicki nie był poetą wybitnym.

Zostaw komentarz

Silnik: Wordpress - Theme autorstwa N.Design Studio. Spolszczenie: Adam Klimowski. Modyfikacja: Łukasz Rokicki.
RSS wpisów RSS komentarzy


Karmar - Zakład stolarski | Meble na wymiar
kuchnie, szafy, komody - Radom, Skaryszew, Kozienice