Bałagan ze skrótowcami

Fonetyka, Język, Refleksje   

Niedawno w czasie odczytywania ogłoszeń duszpasterskich pewien proboszcz naraził się na śmiech wiernych, gdy zdarzyło mu się przez pomyłkę odczytać skrót USA jak zwykły wyraz, czyli ʼusaʼ (zam. ʼu-es-aʼ). Przy tej okazji przypomniała mi się zasłyszana kilkanaście lat temu rozmowa, w której pewien młody człowiek naśmiewał się ze spotkanego w sklepie — jak to określił — „wieśniaka”, który zapytał sprzedawcę o cenę telewizora marki JVC, odczytując ten skrót po polsku (ʼjot-fał-ceʼ) zamiast — jak się powszechnie przyjęło — po angielsku (ʼdżej-wi-siʼ). Przez to zamiast — jak inni — z udawaną dyskrecją chichotać w rękaw, zacząłem się zastanawiać, jak to jest z tymi nieszczęsnymi skrótowcami, a dokładniej z zasadami ich odczytywania. I zdałem sobie sprawę, że jest to problem pomijany przez poradniki, podręczniki i inne fachowe źródła. Owszem, skrótowcom poświęca się w nich miejsce, ale służy to zwykle omawianiu zasad ich tworzenia i zapisywania, tymczasem kwestia praktyki języka mówionego jest w nich skrzętnie pomijana. I nic dziwnego, bowiem nie tylko politycy mają zwyczaj zamiatania trudnych tematów pod dywan. A problem odczytywania skrótowców jest jednym z tych, których lepiej nie tykać… Ja niemniej jednak skorzystam z okazji, by zanurzyć się w sam środek wspomnianego w tytule bałaganu…

Po polsku czy angielsku?

Zacznijmy po kolei, czyli od historii dawniejszej, tym bardziej że ma ona duży związek z potknięciem wspomnianego proboszcza. Cóż bowiem decyduje o tym, że nazwę telewizora JVC odczytujemy z angielska, tj. jako ʼdżej-wi-siʼ? Zresztą dotyczy to wielu innych firm: LG (ʼel-dżiʼ), IBM (ʼaj-bi-emʼ); stacji telewizyjnych, np. HBO (ʼejdż-bi-oʼ), MTV (ʼem-ti-wiʼ), CNN (ʼsi-en-enʼ); wytworów techniki, np. LCD (ʼel-si-diʼ), DVD (ʼdi-wi-diʼ). Z drugiej strony mnóstwo skrótów pochodzenia niepolskiego odczytujemy po polsku, co nikogo nie dziwi. Przykłady? Nazwy firm: BMW (ʼbe-em-wuʼ zam. niem. ʼbe-em-wejʼ), HP (ʼha-peʼ), HTC (ʼha-te-ceʼ); stacji telewizyjnych: AXN (ʼa-iks-nʼ), ARD (ʼa-er-deʼ), ESPN (ʼe-es-pe-en); wytworów techniki: HD (ʼha-deʼ), HDMI (ʼha-de-em-iʼ), VHS (ʼfał-ha-esʼ). Do tego należałoby dołożyć odczytywane po polsku, choć utworzone od angielskiego brzmienia nazw, skrótowce nazw organizacji międzynarodowych: FIVB, WTO, WHO i inne, np. sławetny WTC. Są też skrótowce o dwojakim sposobie odczytywania: PC (ʼpi-siʼ lub ʼpe-ceʼ), WBA (ʼwu-be-aʼ lub ʼdablju-bi-ejʼ), WBC (ʼwu-be-ceʼ lub ʼdablju-bi-siʼ), IBF (ʼi-be-efʼ lub ʼaj-bi-efʼ) itp.

Przykłady we wszystkich grupach można by mnożyć, ale nie o to chodzi. Jest ich dość, by stwierdzić, że trudno wyodrębnić jakiekolwiek czy to znaczeniowe, czy to związane z kształtem graficznym, czy też jakiekolwiek inne kryteria, które pozwoliłyby uzasadnić, dlaczego w stosunku do jednych skrótów przyjęła się polska wersja odczytywania, a dla innych — angielska. Przynajmniej ja takowych nie znajduję ani w swym umyśle, ani w mądrych księgach. Dlatego można by zapytać, dlaczego ʼdżej-wi-siʼ, a nie ʼjot-fał-ceʼ, ale też dlaczego ʼu-es-aʼ, a nie ʼju-es-ejʼ. Wymowa angielska w przypadku nazwy amerykańskiego supermocarstwa raczej zostałaby odebrana jako przejaw pretensjonalności i skwitowana uśmiechem, ale raczej nie spotka się z pogardliwym przyjęciem (podobnie gdyby ktoś postanowił wymawiać skrót BMW zgodnie z wymową niemiecką). Dlaczego w przypadku JVC mechanizm jest zupełnie odwrotny i osoba wymawiająca tę nazwę na nasz rodzimy sposób zyskuje etykietę „wsiocha” lub „buraka”?

Przy okazji wychodzi na jaw problem niedostrzegany, a rzec by można, że kluczowy: ogromna niekonsekwencja Polaków w zakresie tworzenia skrótowców od nazw obcych, gdyż czasami tworzymy je na podstawie nazwy już przetłumaczonej na język polski (np. ONZ, MFW, EWG), czasami zaś przyjmujemy skróty dokonane na podstawie oryginalnego brzmienia nazwy (WHO, WTO, FIFA, UEFA).

Literowanie czy czytanie

Kolejny problem dotyczy tego, czy można czytać skrótowce jak zwykłe wyrazy, czy też koniecznie trzeba je literować. Jak wiemy, polska norma dopuszcza odczytywanie skrótowców w sposób uproszczony, dlatego też skróty rodzime, jeśli zawierają samogłoski i o ile jest to wygodniejsze, czyta się „normalnie”, czyli PAP odczytuje się jako ʼpapʼ (nie ʼpe-a-peʼ), podobnie ze skrótami LOK, WSiP, PiS, KOR, PAN, MEN, MENiS, ZUS, WAT, WCIES. Analogicznie postępujemy ze skrótowcami zawierającymi samogłoski w pozycjach skrajnych, np. OKE, OBOP. Ta sama praktyka stosuje się również do skrótów zapożyczonych bez tłumaczenia z języków obcych: część literujemy, np. USA, FIVB, WHO, niektóre zaś czytamy jak wyrazy, np. FIFA (nie ʼef-i-ef-aʼ ani ʼef-aj-ef-ejʼ), FIBA, CMYK, LED, HIV, UFO, NATO.

Tutaj również można by zapytać, dlaczego ʼu-es-aʼ, a nie ʼusaʼ? Proszę zauważyć, że bardzo podobny skrót UPA (Ukraińska Powstańcza Armia) wymawia się jak sylabę (ʼupaʼ, nie ʼu-pe-aʼ). Owszem, inna jest geneza obu skrótowców: USA pochodzi z języka angielskiego, UPA jest naszym rodzimym tworem, ale również wśród skrótowców „żywcem” przyjętych z języka angielskiego znajdziemy bardzo podobne pod względem budowy (samogłoska-spółgłoska-samogłoska) czytane jak wyrazy, np. IRA (Irish Republican Army), EBU (European Broadcasting Union) czy UFO (Unidentified Flying Object). Podobnie w przypadku dłuższych skrótowców zbudowanych w oparciu o podobny schemat: UNNRA (ʼunrraʼ lub nawet ʼunraʼ), YMCA (ʼimkaʼ). Ale nikt nie przeczyta skrótu UCLA jako ʼuklaʼ, lecz użyje angielskiej wersji ʼju-si-el-ejʼ. Cóż więc decyduje o wyborze tego lub innego sposobu odczytywania?

Wnioski

Tych, którzy w tym miejscu spodziewaliby się, że podam — jak to mam w zwyczaju — konkretną zasadę lub przynajmniej zalecenie, muszę niestety rozczarować. Jak widać na podanych przykładach, zasadą jest brak zasady. Owszem, utarł się pewien ogólnie obowiązujący zwyczaj językowy, przynajmniej w odniesieniu do większości skrótowców, jednak nie można mówić tu o normie wynikającej z zasady. Zasady bowiem w tym przypadku nie ma, więc możemy co najwyżej mówić o pewnych kryteriach, które zdecydowały o upowszechnieniu się takiej lub innej praktyki.

Można zauważyć, że w wielu przypadkach działa tu zasada ekonomii językowej, co przejawia się w częstym wyborze form krótszych i łatwiejszych do wymówienia. Łatwiej przecież powiedzieć ʼunraʼ (UNRRA) niż ʼu-en-er-er-aʼ (że o ʼju-en-ar-ar-ejʼ nie wspominam), ʼimkaʼ (YMCA) niż ʼigrek-em-ce-aʼ (już angielskie ʼłaj-em-si-ejʼ brzmi lepiej), a nawet ʼiraʼ (IRA) niż ʼi-er-aʼ. Ale nie jest to zasada bezwarunkowa, bo łatwiej przecież powiedzieć ʼuklaʼ (UCLA) niż ʼju-si-el-ejʼ czy chociażby… ʼusaʼ (USA) niż ʼu-es-aʼ, a jednak w praktyce językowej w tych przypadkach przyjęły się formy stojące w sprzeczności z tym kryterium.

Wobec powyższego można powiedzieć, że decydujące staje się tzw. kryterium uzusu językowego, które opiera się na… praktyce językowej! W największym skrócie kryterium to opiera się na uzasadnieniu: mówi się tak, bo… tak ludzie mówią! Żadnego innego uzasadnienia tu nie trzeba! Oczywiście kryterium to nie jest najważniejsze i staje się rozstrzygające tylko wtedy, gdy inne kryteria (przede wszystkim te oparte na normach) zawodzą lub gdy jakąś formę spotyka się tak powszechnie, że nawet puryści (czyli ci najbardziej wyczuleni na uchybienia normie językowej) się do niej przyzwyczajają.

Wobec tak nikłego uzasadnienia powszechnie przyjętych form proponuję oczywiście trzymać się powszechnie przyjętej praktyki, jednak odstępstw od niej nie traktować jako „wsiuństwa”, „prostactwa” itp., lecz podejść do nich ze zrozumieniem — wystarczy mieć świadomość, że niepoprawne zachowanie językowe (wiem, głupio to brzmi, ale świadomie unikam tu zbyt mocnego wyrazu „błąd”), jest po prostu uchybieniem utartemu zwyczajowi niż błędem w pełnym tego słowa znaczeniu. W tej sytuacji śmiałbym się raczej z tych, którzy sądząc, że wszystkie rozumy pozjadali, śmieją się z form, których uznać za błędne nie można — one tylko z bliżej nieokreślonych przyczyn nie przyjęły się w powszechnym użyciu.

2 komentarze do “Bałagan ze skrótowcami”

  1. marjo stwierdza:

    a co oznacza zwrot P.T. ??
    zastosowany w ogłoszeniu na klatce schodowej od zarządcy: P.T najemcy??

  2. Łukasz Rokicki stwierdza:

    Skrót P.T. (pisany właśnie w ten sposób, tj. wersalikami z kropkami) jest skrótowcem łacińskiego wyrażenia pleno titulo, oznaczającego „z zachowaniem należnych tytułów”. Obecnie rzadko się go spotyka, natomiast w czasach PRL często można go było zobaczyć w sklepach urzędach itp. (np. „Zawiadamia się P.T. Klientów, iż…”).
    Obecnie stosowanie tego skrótu nie ma większego sensu, natomiast kilka wieków temu, kiedy ważna osoba piastowała kilka urzędów i legitymowała się kilkoma tytułami, wymienienie ich wszystkich w nagłówku mogło zajmować kilka, a nawet kilkanaście linii tekstu, dlatego skrót P.T., ze swej definicji zastępujący wszelkie tytuły, załatwiał sprawę, a jednocześnie zapobiegał sytuacji, w której nadawca zapominał wymienić jakiegoś tytułu, co mogłoby być odebrane przez adresata jako afront.
    Obecnie raczej stosuje się skrót Sz. P. (Szanowni Państwo), chociaż P.T. jest niewątpliwie pojemniejszy znaczeniowo.

Zostaw komentarz

Silnik: Wordpress - Theme autorstwa N.Design Studio. Spolszczenie: Adam Klimowski. Modyfikacja: Łukasz Rokicki.
RSS wpisów RSS komentarzy


Karmar - Zakład stolarski | Meble na wymiar
kuchnie, szafy, komody - Radom, Skaryszew, Kozienice