Molnar, Miłosz i Powstanie Warszawskie

Literatura, Młoda Polska, Refleksje, Wojna i okupacja, Współczesność   

1 sierpnia 1944 r., czyli dokładnie 67 lat temu, bohaterski lud Warszawy chwycił za broń, by wyzwolić miasto spod niemieckiej okupacji. Wydarzenia te przeszły do historii jako Powstanie Warszawskie i stały się tematem ogromnej liczby wierszy, pamiętników, wspomnień itp. Oczywiście wiele z nich znam, wielu nie znam, cóż jednak poradzę, że ilekroć myślę o Powstaniu przychodzą mi na myśl dwa utwory. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż jeden z nich nie przynależy do literatury polskiej, a napisany został 38 lat przed Powstaniem, kiedy to nikomu nie tylko o drugiej, ale nawet o pierwszej wojnie światowej się nie śniło, jako powieść o dzieciach i dla dzieci — przynajmniej z założenia.


Kiedy mówimy o Powstaniu Warszawskim, wspominamy najczęściej o ludziach młodych, często dopiero wchodzących w dorosłe życie. Takich na przykład jak wspomniany w wierszu Czesława Miłosza poległy w Powstaniu młody poeta Tadeusz Gajcy:

Leży Gajcy przysypany ziemią
Już na wieki dwudziestodwuletni.

Ci ludzie, urodzeni około 1920 roku, to tzw. Pokolenie „Kolumbów”, czyli młodzieńcy, dla których początek wojny zbiegł się z odkrywaniem dorosłości. Wśród nich było wielu naprawdę wartościowych i utalentowanych ludzi, którzy, gdyby przeżyli wojnę, mogliby nadawać ton polskiej kulturze.

Ale nie tylko dwudziestolatkowie brali udział w Powstaniu. Wśród bojowników o wolność Warszawy nie zabrakło również dzieci. Jak małych? Do końca nie wiemy. W tamtych dniach nikt nikomu w metrykę nie zaglądał, a do powstańczych oddziałów przyjmowano każdego, kto się zgłosił. Ludzi brakowało, więc liczyła się każda pomoc. Jeśli ktoś był za mały, by unieść karabin, mógł przenosić meldunki, przemykając się poniżej linii nieprzyjacielskiego ognia i kryjąc w zaułkach ruin i w lejach po bombach.

Znamy pomnik Małego Powstańca, którego oryginał stoi w Warszawie przy ulicy Podwale, a kopia w Muzeum Powstania Warszawskiego. Nie jest on żadną metaforą. Mały człowiek w nieproporcjonalnie wielkim hełmie i o kilkanaście numerów za dużym mundurze, który spływał po nim niczym suknia — to może nas dziwić, budzić w nas niedowierzanie, ale w tamtych dniach widok taki nie był niczym nadzwyczajnym. Wielu uczestników Powstania było po prostu dziećmi, nastolatkami takimi jak bohaterowie powieści Ferenca Molnara Chłopcy z Placu Broni.

Wiem, takie zestawienie może szokować niektórych, bo w końcu jak można porównywać uczestników Powstania z uczestnikami bójki o jakieś podwórko? Można. Bo czym w sumie różni się jedna sytuacja od drugiej? Jedni i drudzy walczyli o konkretne miejsce, konkretny teren, który stanowił dla nich wartość szczególną — małą ojczyznę. Cóż z tego, że chłopcy walczyli tylko o jakiś placyk? Czyż nie inaczej wyglądały walki powstańcze, gdy broniono już nie konkretnych dzielnic czy nawet ulic, ale wręcz domów i podwórek! W realiach późniejszego okresu Powstania nikt ani od dorosłych, ani od młodych harcerzy niczego więcej nie wymagał ponad to, by wytrwali na swoich pozycjach tak długo jak to tylko możliwe.

Jak można porównywać śmierć Nemeczka ze śmiercią Powstańców? A czyż w obliczu śmierci zachowywali się inaczej niż on, który do ostatnich chwil życia myślał tylko o tej małej ojczyźnie, jaką był dla niego plac? Czy nie myśleli w ostatnich chwilach o Warszawie, o swych towarzyszach broni, czy nie łudzili się tym, że dalej będą walczyć? Ja oczywiście tego wiedzieć nie mogę, ale są jeszcze ci, którzy wiedzą i pamiętają, którzy towarzyszyli rannym w ostatnich ich chwilach.

Czym różni się tragizm bohaterów powieści Molnara od tragizmu Powstańców Warszawskich? Wszak poświęcenie i jednych i drugich okazało się niczym wobec potęgi sił, którym stawić czoła nie mogli. Ba, nawet nie zdawali sobie sprawy, że podjęcie walki, zwycięstwo czy przegrana nie będą miały żadnego praktycznego znaczenia. To, co miało się ostatecznie stać, stałoby się i tak, niezależnie od ich postawy. Dramat Nemeczka, podobnie jak dramat Powstańców, toczył się gdzieś na uboczu tego, co stanowiło o kształcie rzeczywistości. O tym samym przecież mówi Miłosz we wspomnianym wcześniej utworze:

Leży Gajcy, nigdy się nie dowie
Że warszawska bitwa zeszła na nic.
Barykadę na której umierał
Rozebrały popękane ręce.
Biegły wiatry, niosły pył czerwony,
Spadły deszcze i słowik zaśpiewał.
Pod obłokiem krzyczeli murarze,
Podciągali w górę nowe domy.

I Gajcy, symbolizujący w wierszu Miłosza całe pokolenie, i Nemeczek zmarli, nie wiedząc, iż ich poświęcenie okazało się bezcelowe. Nie ma tu znaczenia nawet wynik walki. Już dzień po bitwie Boka zauważa w chatce Słowaka należące do architekta narzędzia i dowiaduje się, iż o losie placu postanowili dorośli — na placu stanie dom, a chłopcy stracą miejsce, o które z takim poświęceniem walczyli. A Powstańcy, którzy przeżyli? Doświadczyli tego samego rozczarowania. Po czasie już dowiedzieli się, że nawet gdyby ich walka zakończyła się zwycięstwem, niczego by to nie zmieniło — losy Polski zostały ustalone już wcześniej przez architektów powojennej Europy — przywódców wielkich mocarstw na konferencji w Teheranie. Polaków nikt o zdanie nie pytał, podobnie jak chłopców z powieści Molnara.

W wierszu Miłosza matka Gajcego ubolewa:

— Mówią synku, że wstydzić się trzeba,
Że niedobrej broniłeś ty sprawy,

Co prawda, nikt w powieści Molnara nie powiedział, że Nemeczek bronił złej sprawy, ale sytuacja jest tu w zasadzie podobna: tak jak dla chłopców miało już nie być miejsca na Placu Broni, gdzie ostatecznie stanęła kamienica, tak dla uczestników Powstania nie było miejsca w „nowym domu” zwanym PRL — ci, którzy zostali, stali się ofiarami różnorakich represji, politycznych mordów, a w najlepszym przypadku celem ataków komunistycznej propagandy.

Matka Gajcego w utworze Miłosza żali się:

— Zapomnieli synku przyjaciele.
Nikt z kolegów ciebie nie wspomina.
Narzeczona dzieci urodziła
I o tobie nie pomyśli w nocy.

Ale czyż inaczej było w przypadku Nemeczka? Cóż z tego, że tego samego wieczora dwaj chłopcy pogodzili się w miejscu, w którym zginął? Już chwilę później, co ze smutkiem zauważa Boka, ich rozmowy wracają do codziennych spraw, a następnego dnia wszyscy jak zwykle poszli do szkoły…

Do czego zmierzam? Do niczego konkretnego. Mógłbym w zasadzie poprzestać na wspomnieniu samego dobrze znanego wiersza Miłosza. Dlaczego więc odwołuję się do napisanej w innym kraju, w innych czasach i dotyczącej innych realiów powieści Molnara? Po prostu przypomniała mi się przeprowadzona kilka lat temu lekcja, w trakcie której zestawiłem te dwa teksty. Dlaczego? Po prostu, gdy omawiałem z klasą powieść Molnara, przyszedł mi na myśl wiersz Miłosza, a tym samym Powstanie. Postanowiłem więc na następnej lekcji pójść za tym skojarzeniem. Czyniłem to zresztą z duszą na ramieniu, gdyż nie miałem pewności, czy ze względu na stopień trudności jest to dobry pomysł na lekcję w piątej lub szóstej (nie pamiętam dokładnie) klasie szkoły podstawowej. Okazało się jednak, że nie doceniłem swoich uczniów. Przy okazji udało się pokazać, na czym naprawdę polega uniwersalny charakter dzieła — właśnie na tym, że zawarte w nim prawdy znajdują potwierdzenie lub odzwierciedlenie w zupełnie innych niż ukazane w dziele realiach…

Na koniec jeszcze jedna refleksja — pseudohistorykom pod rozwagę. Ci prawdziwi historycy wiedzą, że obok tzw. faktów historycznych, o których prawdę poznajemy dopiero po jakimś czasie, istnieje tzw. świadomość historyczna, czyli to, co ludzie wiedzą o swojej sytuacji w danym miejscu i w danym momencie dziejów. Dysponując dzisiejszą wiedzą, możemy spierać się o sens wybuchu powstania, jednak wszystkie te dyskusje będą ułomne, dopóki nie zastanowimy się nad świadomością historyczną mieszkańców Warszawy latem 1944 roku. Proszę, pamiętajcie o tym, nim zaczniecie wypowiadać lub wypisywać nierozsądne, a czasem wręcz obraźliwe sądy pod adresem bohaterów, których sądzić nie jesteście godni.


Na zdjęciach: mural na tyłach plebanii kościoła Nawiedzenia Matki Boskiej w Warszawie na Nowym Mieście (fot. własna autora); pomnik małego powstańca przy ul. Podwale (fot. wikipedia.org); pomnik Powstańców Warszawy na pl. Powstańców Warszawy (fot. własna autora z 1 sierpnia 2004 r.).

Zostaw komentarz

Silnik: Wordpress - Theme autorstwa N.Design Studio. Spolszczenie: Adam Klimowski. Modyfikacja: Łukasz Rokicki.
RSS wpisów RSS komentarzy


Karmar - Zakład stolarski | Meble na wymiar
kuchnie, szafy, komody - Radom, Skaryszew, Kozienice