Zburzenie Bastylii — mit zamiast historii

Baza wiedzy, Ciekawostki, Oświecenie   

Gdy raz zrobi się wyjątek, później przychodzi to już łatwiej. Skoro więc raz zająłem się na tej stronie historią (przy okazji przypomnienia o właściwej dacie zakończenia II wojny światowej), teraz postanowiłem uczynić to ponownie.

14 lipca przypada święto narodowe Republiki Francji — rocznica tzw. zburzenia Bastylii, czyli wydarzenia, które zapoczątkowało rewolucję francuską (chociaż tak naprawdę jest tylko jej symbolicznym początkiem) i do tego stopnia obrosło legendą, że nawet media, a nawet nierzadko nauczyciele przedstawiają mit zamiast historycznych faktów; mit, który tak się ma do historycznej prawdy, jak Mickiewiczowska opowieść o Konradzie Wallenrodzie do rzeczywistego pierwowzoru. W przeciwieństwie jednak do piewców rewolucji Mickiewicz lojalnie uprzedził czytelników, że jego wersja zdarzeń ma charakter historycznej fikcji, i nikomu w nią wierzyć nie kazał…

Wersja oficjalna

14 lipca 1789 r. tłum mieszkańców Paryża przypuścił szturm na Bastylię, twierdzę w Paryżu, w której przetrzymywano więźniów politycznych, zdobył ją, przejął zgromadzoną tam broń, więzionych przeciwników starego reżimu uwolnił, a samą twierdzę zburzył. Wydarzenie to nazywa się zamiennie zdobyciem Bastylii lub zburzeniem Bastylii.

Mit I: bohaterscy mieszczanie

No cóż, zacznijmy od tego, że samo zdobycie Bastylii nie było wielkim wyczynem, gdyż ów tłum mieszkańców po wcześniejszym zdobyciu arsenału w Pałacu Inwalidów (dlatego trudno szturm na Bastylię uznać za początek rewolucji), skąd zrabował 32000 karabinów i 4 działa, miał nad broniącymi twierdzy przewagę i liczebną, i w uzbrojeniu — twierdzy broniło ok. 130 żołnierzy, w większości (ok. 3/4) weteranów i kalek.

Dodajmy jeszcze, że szturmujący motłoch, składający się przede wszystkim lub przynajmniej w dużej części z marginesu społecznego, dosyć okrutnie odszedł się z pokonanymi — dowódcę i kilku żołnierzy stracono przez ścięcie, a ich zwłoki w bestialski sposób zbezczeszczono. Rozszalała tłuszcza jeszcze następnego dnia obnosiła po mieście nabite na piki głowy pomordowanych jako trofea.

Czy to jest bohaterstwo? Na poziomie chuliganów, którzy w 20 rzucają się na 5 policjantów…

Mit II: uwolnienie więźniów politycznych

Jeśli chodzi o samych więźniów, to również liczba uwolnionych nie jest imponująca — było ich raptem 7, z czego na nieszczęście żaden nie był polityczny, był zaś wśród nich oskarżony o kazirodztwo, dwóch umysłowo chorych i czterech fałszerzy pieniędzy…

Mit III: zburzenie Bastylii

Wbrew legendzie twierdza nie została zburzona przez zdobywców. Zresztą natychmiastowe jej zburzenie byłoby fizycznie niemożliwe. Niektórzy, by ocalić mit, podają więc, że lud burzył ją po trochu w ciągu następnych tygodni aż do całkowitego zniszczenia, co również jest nieprawdą, gdyż zburzenie Bastylii zlecono, oczywiście za stosownym wynagrodzeniem, firmie budowlanej, która dokonała rozbiórki dopiero w lutym 1790 r.

***

Jest jeszcze więcej nie tylko mitów, ale również kłamstw i przemilczeń, które utrwalają pozytywny mit rewolucji. Niestety, to właśnie one dominują w oficjalnym sposobie przedstawienia tego wydarzenia, którego rocznica, nawiasem mówiąc, winna być nie świętem narodowym, lecz obchodzonym ku przestrodze wspomnieniem ofiar rewolucyjnego terroru i cechującego się szczególnym okrucieństwem ludobójstwa na tle politycznym. Ofiar, wśród których akurat przedstawiciele tzw. starego reżimu stanowili najmniej liczną grupę (w Wandei rewolucjoniści w bezprzykładnie okrutny sposób mordowali także kobiety, również ciężarne, i dzieci)…

6 komentarzy do “Zburzenie Bastylii — mit zamiast historii”

  1. Katarzyna stwierdza:

    Dzień dobry!
    Trafiłam na Pańską stronę zupełnie przypadkowo, ale jestem niezmiernie zadowolona 🙂 Dodam przy okazji, że moja nauczycielka historii także opowiadała mi o mitach związanych ze „zburzeniem” Bastylii. Mam prośbę, która całkowicie nie odwołuje się do dodanego przez Pana wpisu, jednak jest on najnowszy, więc zwyczajnie liczę na odpowiedź. Przechodzę zatem do sedna. Ostatnio poznałam taką dziewczynkę, która ma ogromny talent i pięknie śpiewa, ale podczas jej występu bardzo irytowało mnie to, że bardzo wyraźne wymawiała wszelkie głoski nosowe. Chciałam zatem zapytać, czy jest to poprawne? Czy nie jest tak, że to naturalne, że one nie są aż tak bardzo wyraźne? Proszę o odpowiedź, bo teraz nie mam, jak zapytać mojego polonisty, a gdy wrócę do szkoły to zapewne zapomnę o tym pytaniu, więc gdyby był Pan tak uprzejmy i mógłby mi odpowiedzieć, byłabym naprawdę wdzięczna.

  2. Łukasz Rokicki stwierdza:

    O typowej wymowie głosek nosowych wspomniałem już w artykule Podział głosek polskich. Czyste nosówki spotyka się rzadko — raczej przed spółgłoskami głoskami szczelinowymi. Przesadnie dokładna artykulacja tych głosek w wygłosie wyrazów (czyli w końcówkach) jest zjawiskiem nienaturalnym i odbieranym jako silenie się na snobizm (który zresztą w potocznym języku jako taki jest określany jako „ą, ę”). Z prawdziwą tragedią mamy natomiast do czynienia, gdy ktoś w wygłosie wyrazów sili się na wymawianie samogłosek nosowych, a nie zdaje sobie sprawy, że realizuje je dyftongicznie. Wtedy, mówiąc bez ogródek, wystawia się na pośmiewisko. Tak czy inaczej samogłoskom nosowym w wygłosie nie zaszkodzi odebrać trochę nosowości — proszę jednak nie przesadzić. Należy pamiętać, że nawet niemal zupełne odnosowienie wygłosowego ę nie jest niczym nagannym, jednak zbytnie odnosowienie ą będzie już rażące.

  3. Katarzyna stwierdza:

    Właśnie na taką odpowiedź liczyłam i to samo jej powiedziałam, oczywiście nie chciałam jej urazić czy wytykać błędów, a jedynie dać radę. Jeszcze raz dziękuję za wyczerpujące wyjaśnienie. Na pewno będę zaglądać na Pańską stronę częściej. 🙂

  4. Nauczyciel śpiewu stwierdza:

    Witam serdecznie,

    całkowicie zgadzam się z wypowiedzią Pana Łukasza, mnie również tak uczono podczas recytacji czy podczas śpiewania. Każda próba przesadnie dokładnego wypowiadania wyrazów w języku polskim jest po prostu nienaturalna.
    P.S. Jest mnóstwo wyrazów w naszej mowie, których nawet nie należy wymawiać zbyt dokładnie, np. wyraz „jabłko” wymawiamy jak „japko” (to tak dodatkowo choć nie dotyczy samogłosek nosowych ;))

    P.S.2 Panie Łukaszu – fajna stronka, dziękuję

  5. Kaceli stwierdza:

    Pańska druzgocąca ocena rewolucji francuskiej jest jednostronna i zdradza mocno prawicowe poglądy polityczne. W rzeczywistości sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana; z jednej strony rewolucje (wszystkie, nie tylko francuska) powodują liczne ofiary (także niewinne), z drugiej jednak obalają okrutne z reguły satrapie, które mają „na koncie” znacznie liczniejsze ofiary i których bez gwałtownych działań zbrojnych nie można usunąć. Rewolucja francuska, jakkolwiek krwawa, także wobec jej przywódców (mawia się, że „rewolucja pożera własne dzieci”), stała się jednak podstawą i zalążkiem współczesnej demokracji, która jest najwyżej cenionym ustrojem politycznym w historii ludzkości.

  6. Łukasz Rokicki stwierdza:

    Jednostronne są bezkrytyczne apologie rewolucji, zdradzające mocno lewicowe poglądy autorów…
    Nie da się na krzywdzie niewinnych ludzi zbudować sprawiedliwego systemu. To zresztą pokazują wszystkie kolejne rewolucje: i francuska, i październikowa, i islamska w Iranie, i ostatnie rewolucje w świecie arabskim. Rewolucja francuska wiąże się z seriami samosądów na niewinnych ludziach (np. sklepikarzach, którzy nie chcieli wydać tłumowi należących do nich towarów lub duchownych – za to tylko, że byli duchownymi…) oraz masowym ludobójstwie (rzeź w Wandei). Tyle że wspominanie o tym nie jest dobrze widziane, a we Francji krytycznym pisaniem o zbrodniach rewolucji można sobie mocno skomplikować karierę naukową… Ja jednak przypomnę: ofiarami rzezi w Wandei nie byli tyrani ani inni krzywdziciele, lecz zwykli chłopi, którzy mocno byli przywiązani do religii i tradycyjnych wartości. I tylko dlatego, że postanowili wystąpić w ich obronie, rewolucja rozprawiła się z nimi w tak bestialski sposób. Nie podzielam również „arytmetycznego” argumentu na rzecz rewolucji, gdyż arytmetyka i etyka to dwie zupełnie różne dziedziny. Poza tym takimi obliczeniami można bardzo łatwo manipulować (proszę porównać różne szacunki dot. ofiar II wojny światowej, także w Polsce) i wyciągnąć wnioski)… Tu można liczyć, jak komu wygodnie… Dla mnie rewolucja to przysłowiowe wyganianie diabła Belzebubem.
    I jeszcze jedno. Pisze Pan (lub Pani) „jest najwyżej cenionym ustrojem politycznym”. Teraz pytanie: przez kogo? Pomijam już fakt, że demokracja jest pewnym modelem teoretycznym – zbyt łatwo manipulować ludźmi, by można było mówić, iż reprezentują oni naprawdę samych siebie, i to niezależnie od nurtu, z którym się identyfikują.
    Przede wszystkim chodziło mi jednak o to, jak obudowywanie pewnych wydarzeń mitami doprowadza do tego, że zaczynamy czcić historyczne kłamstwa (nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu) – dotyczy to również pewnych naszych mitów narodowych. Jeśli zaczniemy je weryfikować, to może okazać się, że sytuacja przypomina anegdotkę o rozdawaniu samochodów w centrum Erewania…

Zostaw komentarz

Silnik: Wordpress - Theme autorstwa N.Design Studio. Spolszczenie: Adam Klimowski. Modyfikacja: Łukasz Rokicki.
RSS wpisów RSS komentarzy


Karmar - Zakład stolarski | Meble na wymiar
kuchnie, szafy, komody - Radom, Skaryszew, Kozienice