Edycja tekstów a detektywistyka

Ciekawostki   

Czy badanie dzieł literackich ma coś wspólnego z detektywistyką? Zajęcia dotyczące edycji tekstów staropolskich prowadzone przez nieodżałowanego dr. Adama Karpińskiego (któremu poświęciłem niegdyś wspomnieniowy artykuł) przekonały mnie, że tak — i chyba dlatego były dla mnie tak niepomiernie fascynujące, a problemy wynikłe przy pisaniu pracy magisterskiej tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziły.

Ktoś, kto nie czytał tekstów staropolskich w oryginale, a zna je tylko ze współczesnych wydań, nie może mieć pojęcia, jak trudnym zadaniem jest przygotowanie ich do druku. I nie chodzi tu wcale o sprawy czysto techniczne. Edycja tekstów, zwłaszcza tych dawnych (zarówno rękopiśmiennych, jak i drukowanych), jest nie lada wyzwaniem, czasami nawet większym niż ich interpretacja. Zresztą, warto mieć świadomość, że ich edycja, podobnie jak dokonywanie przekładów, wiąże się z dokonaniem przynajmniej wstępnej interpretacji. Wynika to z prostego faktu — przygotowanie do publikacji tekstu zawierającego błędy powodujące trudności z jego zrozumieniem jest po prostu bez sensu. Aby pokazać, jakie wyzwania czyhają na edytorów tekstów literatury dawnej, posłużę się dwoma przykładami.

Nieistniejący wyraz?

Przy pisaniu pracy magisterskiej postanowiłem w celu zilustrowania pewnego zjawiska odwołać się do pewnego mało znanego barokowego utworu, który zachował się w postaci maszynopisu sporządzonego w czasie II wojny światowej. Ponieważ w tekście aż roiło się od łacińskich wyrazów i wyrażeń, miałem z nim wiele problemów — przywołanie go w jakiejkolwiek formie wymagało zastosowania procedury edytorskiej. Część wątpliwości pomógł rozwiać filolog klasyczny, jednak w pewnym momencie również on musiał przyznać się do bezradności. Chodziło o frazę:
canem turcicum praeclae tuae inhiantem
a konkretnie o wyraz praeclae, którego nie znalazłem w żadnym słowniku, a szukałem nawet w tych oksfordzkich. Zostałem więc z czymś takim:
psa tureckiego ???? twojej głodnego (chcącego).

Oczywiste stało się, ze mam do czynienia z pomyłką. Intuicja każe w takich sytuacjach szukać tego właściwego wśród podobnych wyrazów. Jedynym wyrazem, który przychodził mi do głowy, było słowo praeclare, które mogłoby (przy założeniu, że popełniono przy jego zastosowaniu błąd składniowy) znaczyć przejasność, prześwietność, tyle że takie rozstrzygnięcie nie miałoby większego sensu, gdyż trudno przypuszczać, aby Turcja w tamtym okresie mogła pragnąć świetności Polski.

Rozwiązanie znalazłem przypadkowo, gdy przeglądałem swoje odręczne notatki. Otóż zauważyłem wtedy, iż w piśmie odręcznym wystarczy niewielkie niedociągnięcie brzuszka litery d do laseczki, aby tak zapisana litera wyglądała jak cl. Być może taka sytuacja wystąpiła w zaginionym rękopisie, a działający w trudnych wojennych czasach i pracujący w pośpiechu profesor Kamykowski, chcąc skopiować jak najwięcej utworów (chciał, aby w razie zaginięcia oryginału pozostała przynajmniej kopia), mógł przez nieuwagę lub wskutek złego odczytania oryginału po prostu powielić ten błąd. Jeżeli przyjmiemy takie rozstrzygnięcie, uznajemy, że właściwa forma powinna mogła mieć postać praedae, co znaczy łupu, zdobyczy. W ten sposób otrzymujemy frazę:
canem turcicum prae<d>ae tuae inhiantem
czyli
psa tureckiego zdobyczy twojej głodnego (chcącego),
co byłoby zgodne i z kontekstem, w jakim występuje ten fragment, i z realiami historycznymi oraz politycznymi epoki. Proste i oczywiste…

Krzywy nos Pomony?

Kolejny fragment nie dotyczy już łaciny, lecz polszczyzny. Otóż tematem pracy magisterskiej mojej żony był mało znany barokowy poemat opisowy Opisanie czterech pór roku Elżbiety Drużbackiej. Wspomnianego dr. Adama Karpińskiego, który był promotorem tej pracy, zaniepokoiło coś, na co nie zwróciliśmy uwagi, a mianowicie fraza:
z krzywym się nosem Pomona uwija.

Pomona to rzymska bogini sadów i ogrodów. Problemem jednak okazał się jej krzywy nos. Promotor stwierdził, że nigdzie nie spotkał się z takim przedstawieniem tej bogini, a trudno przypuszczać, żeby autorka sama coś takiego wymyśliła. Jego zdaniem Drużbacka mogła odwołać się do jakiegoś mało znanego przedstawienia tej bogini. Prawda okazała się bardziej prozaiczna. Szybka kwerenda wykazała, że jednym z przypisywanych Pomonie atrybutów jest sierp. A sierp to przecież zakrzywiony nóż. Najprawdopodobniej więc fraza ta powinna brzmieć
z krzywym się nożem Pomona uwija.

Czy autorka mogła pomylić litery ż i s? Chociaż ze względu na znaczącą różnicę w wymowie tych dwóch głosek, wydaje się to na pozór nieprawdopodobne — mogła. Nie miałem co do tego żadnych wątpliwości, gdyż w dziełach literackich z tamtego okresu niejednokrotnie natknąłem się na błędy w zapisie spółgłosek funkcjonalnie miękkich oraz niekonsekwencje w zapisie głosek dźwięcznych i bezdźwięcznych.

Zostaw komentarz

Silnik: Wordpress - Theme autorstwa N.Design Studio. Spolszczenie: Adam Klimowski. Modyfikacja: Łukasz Rokicki.
RSS wpisów RSS komentarzy


Karmar - Zakład stolarski | Meble na wymiar
kuchnie, szafy, komody - Radom, Skaryszew, Kozienice