O tym, jak w krótkim komentarzu do jednej wypowiedzi bohatera zatrudniony przez wydawnictwo „specjalista” może popełnić dwa kompromitujące błędy i wpuścić uczniów w maliny…
W jednym z artykułów wskazywałem niegdyś na konieczność zachowania szczególnej uwagi i podjęcia refleksji językowej przy stosowaniu skrótów składniowych. Zwykle błędy w tym zakresie skutkują tylko (i aż) niezgrabnością i nieskładnością komunikatu, a nawet wrażeniem nieporadności językowej autora. Gorzej, gdy niewłaściwie zastosowany skrót składniowy doprowadzi do zaburzenia komunikatywności, np. spowoduje wieloznaczność.
Takie czasy. Teraz wszystko musi być i „smart”, i „eco” (oczywiście przez „c”, nie żadne tam parafiańsko-zaściankowe „k”, no bo my już przecie są Europejczyki, a może i Amerykany), nawet łopata do odśnieżania…
Ja z niecierpliwością czekam na papier toaletowy, żeby był już nie tylko „eco”, ale i „smart”, aby każdy mógł tego powiewu nowoczesności, progresu i dobrodziejstw technologii (która jakoś tam ma, ale nikt nie wie jak) doświadczyć na własnej, no, tej… skórze, oczywiście…
Będąc przy okazji załatwiania spraw urzędowych w Żyrardowie, zauważyłem nieopodal dworca PKP punkt gastronomiczny o intrygującej nazwie Chamiarnia (logotyp na załączonym obrazku). Nazwa ta zaintrygowała mnie do tego stopnia, że przez chwilę chciałem wejść i sprawdzić, czy chamska jest obsługa, czy klientela, czy też może, nie daj Boże, panuje tam totalna chamiarnia (chociaż SJP PWN nie odnotowuje takiego słowa) zarówno jeśli chodzi o klientów, jak i o personel. Szybko jednak doszedłem do wniosku, że żadna z tych możliwości nie jest kusząca, a cham w żadnej postaci nie jest kimś, kogo chciałbym w jakichkolwiek okolicznościach spotkać.
Podczas wieloletniej pracy w szkole częstokroć przekonywałem się o tym, jak ważne jest właściwe układanie poleceń. Dlatego nie mam zamiaru odpuścić w tym zakresie. Znęcałem się nad autorami podręczników (tutaj i tutaj) oraz (o zgrozo!) CKE (tutaj), teraz czas przyszedł na jedno z wydawnictw i jego książkę mającą uczniom pomóc w przygotowywaniu się do matury.
Otóż na stronie 115 vademecum „Matura 2015” (Operon 2014) znajdziemy taki kwiatek:
W poprzednim artykule poruszyłem temat wadliwie sformułowanych poleceń. Oto kolejny kwiatek z tego ogródka, a mianowicie ćwiczenie dla uczniów klasy pierwszej.
No właśnie. Jedną z kluczowych umiejętności każdego nauczyciela lub autora podręcznika jest umiejętność właściwego formułowania pytań i poleceń. Niestety, człowiek, niezależnie od tego, jak bardzo by się starał, nie jest w stanie uniknąć niespodzianek związanych z możliwymi odpowiedziami i problemami związanymi z niedoskonałością sformułowania pytania lub polecenia, niedocenieniem wagi jakiegoś jego elementu, wieloznacznością itd. Dlatego warto przyjrzeć się i temu obszarowi użytkowania języka i szkolnej praktyki.
Dziś na temat pewnej praktyki obecnej w reklamach, ogłoszeniach itp., a mianowicie używaniu w nich zaimka osobowego twój. Do poruszenia tego tematu skłoniła mnie tablica, którą widać na zdjęciu obok.
O co chodzi?
Nie, nie chodzi o zwracanie się do adresata wprost, bez formy grzecznościowej typu pan, pani. To znak czasu (niestety), a poza tym bardzo wygodne rozwiązanie, gdy płeć adresata przekazu reklamowego nie jest znana lub nie jest istotna. Stosowanie zaimka twój w tego typu tekstach nie jest niczym zdrożnym, chociaż czasami jednak nie za bardzo pasuje. Przeanalizujmy trzy sytuacje.
Po prezentacji językowych popisów dziennikarzy w 2013 i 2014 roku pora przyszła na poznęcanie się nad co ciekawszymi ich (i nie tylko ich, gdyż tym razem przytaczam też teksty zasłyszane w rozmowach tzw. zwykłych ludzi) dokonaniami odnotowanymi na facebookowym profilu tej strony w minionym dopiero roku 2015. Miłej lektury!
Dwa lata temu zamieściłem artykuł, w którym przytoczyłem kilka odnotowanych przeze mnie na facebookowym profilu tej strony językowych popisów dziennikarzy (i nie tylko) w 2013 r. W poprzednim roku takowego artykułu z jakichś przyczyn nie napisałem, więc nadrabiam zaległości z rocznym poślizgiem. Mam nadzieję, że warto było sięgnąć do archiwum…
Z racji zainteresowań często cytuję komentatorów sportowych, ale postanowiłem rozszerzyć zakres poszukiwań poza telewizję. Chociaż trudno mówić o konieczności poszukiwania językowych lapsusów. One same atakują umysłu i uszy…. Miłej lektury! Warto jednak zauważyć, że odnotowałem w tym miejscu kilka pozytywnych przykładów komentatorskiej pracy twórczej…
W kolejnym artykule zajmę się językowymi lapsusami z roku 2015.
Jestem nauczycielem języka polskiego w jednym z warszawskich liceów. Na tej stronie chcę dzielić się refleksjami dotyczącymi literatury, języka, edukacji, mediów. Nie zabraknie również tekstów mających na celu pomoc uczniom w zrozumieniu pewnych kwestii i zjawisk.
Wszelkie propozycje dotyczące kolejnych wpisów, jak również komentarze do już istniejących mile widziane.
Jeśli ta strona okazała się dla Ciebie użyteczna i uważasz ją za godną zainteresowania, kliknij "like", by dołączyć do jej sympatyków na Facebooku i otrzymywać informacje o nowych artykułach. Dziękuję!